środa, 6 listopada 2013

1440

siedzę sama o północy w wielkim łóżku i po raz pierwszy w tym układzie palę cygaretkę w ogole- palę, myślę i składam palce jak do sredniowiecznego pozdrowienia bizantyńskiego. Nie ma już dla mnie kalendarza, są dni bez daty, bez imienia i tylko staram się ugruntować w sobie świadomość,że każdy dzień to 1440 minut do wykorzystania. 1440 wspaniałych minut, gdy obudzę się rano. Trudna to rzecz. rozporządzanie czasem.

piątek, 11 października 2013

http://www.youtube.com/watch?v=Ots-ABOntak widze cię, patrzę na Ciebie jesteśmy stworzeni dla siebie dobry bóg nas tak stworzył nie mam czasu spojżeć w lustro i dobrze.

piątek, 4 października 2013

NIGDY WIĘEJ NIE BĘDE JUŻ PELIKANEM NA PUSTYNI
NADCHODZI CZAS OBOWIAZKÓW SPEŁNIAJĄCYCH NIE SPEŁNIANYCH, STRONA CZYNNA ! KONIEC BYCIA BIERNYM MEDIUM MWAHAHAHA.

poniedziałek, 30 września 2013

Łikendowaliśmy się tradycyjnie po ślimakowemu. wychylając głowy z muszli tylko po zakupy. Troszkę drasnęlam ostrzem twardej mowy trochę mnie nie lubiłeś, trochę byłeś plecami a ja wszstko wiedziałam.W nocy, Przytuliłam się do Ciebie jakbym była lusterkiem które przysuwa się choremu zeby sprawdzić, czy jeszcze żyje. Potem pojechałeś każdy do swojego pakowania i do swoich pożegnań piłam bardzo dużo kawy dużo znosiłam ciężkostrawnych myśli obszar żyznego półksieżyca pod oczami, zdawał się mieć coraz większe plony, produkcja znachorskich myśli, próby podszeptywania czegoś mamie.
Wielkei zdumienie, że dobytek zminimalizować można do kilku metrów kwadratowych. W tych wszsytkich rzeczach ze śmeichem się przeglądałam, jak w lsterku. Ta rzecz mówi o mnie takie rzeczy a ta tamte.
Pierwsz spacer w Krakowie. Wielka świadomośc, że to teraz ten moment kiedy życie ma już ramkę a ty tworzysz wnętrze. Że to jest własnie chwila zalewania nietypowego owada - że napełniam powoli sztabkę przełomowej dekady żywicą wspomnień. Chcę mieć na starość piękną broszkę. Ze sakrabeuszem.
Pierwsze kroki na uczelni, kursy bhp, gasnąc głos lektora gorąca sala wykładowa i ruchy szachisto-opiekuńczomatczyne w celach wyjęcia szkicownika. Struganie paznokciem ołówka i już można stwierdzić jak wykład strasznie mi się podobał czekam na Ciebie 28
myślę sobie tak Bedę dzieckiem macierzy konta szczęśliwym posiadaczem zniżek Będę wypowiadać okropne zaklęcia słowa za które się nienawidzi, a przynajmniej wykręca twarz, w okropnym grymasie 'wszstko mnie boli' '' nie wyspałam się' 'jestem chora' 'jestem brzydka' ' jestem zmęczona' musisz sie przygotowac ______________________________________________________________ Przyjechał En, i zaczeło się nasze piękne nowe życie w mieszkaniu w którym aleggicy na chore meble, dostali by wstząsów katalitycznch. To nic że życie tu będzie przypominało żucie trzciny wyrastające ponad inne, nie oszukujmy się trzcina- nie rababar.
Teraz się boję, bo nieludzko szczęśliwe chwile muszą być zrównoważone nieludzko złymi. Nadciąga wojsko, dali mi cynk. Idziemy z En na rynek, będę przy nim spała piła dużo kawy i wszstko będzie dobrze a natura od początku dąży ku rozpadowi jak wszsytko dobrze pójdzie moje atomy gdy je rozluźni dusza, stworzą coś ponownie może tym razem dopisze im szczęście i faktycznie, będzie to coś pieknego

wtorek, 24 września 2013

czekam na sznadź pełną szczątków roślin kubki pełne kakao i zacznijmy czytać wiersze na głos a bezsenność jak była tak jest. tylko, może to nie bezsenność tylko sni mi się noc? ''coś'' EN lubi się bawić w jaka to melodia? już ja Ci podam wymiar na sześć dźwięków:* albo dwa bezgłośne wyrazy wiesz.

wtorek, 17 września 2013

wstałam jakoś lepiej, (może prawą nogą) popatrzyłam w okno, pomyślałam że miasta się rozrastają i mamy do siebie coraz bliżej potem zrobiłam śniadanie, siadłam cała na blacie (w końcu nikogo nie było i wolno mi) jadłam bez pośpiechu, patrząc w jeden punkt i wydaje mi się...tak, tak sobie myślę, że byłam wtedy uśmiechnięta

niedziela, 15 września 2013

nie jedz wieczorem bez światel

Dzisiaj było dużo mgły, zimne powietrze, zapach śmierci i zmieniane na zimowe opony mózgowe. Prowadziłam swój rower przez kości umarłych do gry. Nie chce mi się fotografować siebie z tym kalendarzem. Czuje się jakbym się skończyła. myślałam, że czas kiedy zestaw przymiotników przychodzących ludziom na twój widok, zmienia się dopiero po 40. Niestety da się wcześniej. Nie wiem co pisać, wyciągam z kieszeni plan na najbliższe pięć minut- zlizywanie łzy z policzka, obgryzienie skórki z kciuka Publikowanie posta, kolejna bezsenna noc. (to już z tych rzeczy nie planowanych)

sobota, 14 września 2013

Nie umiem podejmować decyzji, za szybko zmieniam zdanie. Wystarczy popatrzeć na moje nie nadpite nawet herbaty zimne jak noc listopadowa. Dlaczego? Zanim wystygnie już mi się jej odechciewa. Tak jest ze wszystkim. ALE MAM MIESZKANIE PIERWSZA FOTA DO LUSTRA WSZYSTKIE MAMY PODOBNE BUTY - DOGADAMY SIĘ SPAŁYŚMY POD MATERACAMI I PIŁYŚMY TATRĘ ZA 1,65, JADŁYŚMY KOREAŃSKIE CUKIERKI WODĘ SPUSZCZAŁYŚMY RAZ NA NAS TRZY, ŻEBY WYSZŁO TANIEJ, ROZMAWIAŁYŚMY O RZECZACH MĄDRYCH, ŁADNYCH I SZLACHETNYCH A POTEM STRĄCAŁYŚMY JE Z PIEDESTAŁU RĘKĄ LEKCEWAŻENIA EH, MOTYLE KIEŁKUJĄ NA MYŚL O PAŹDZIERNIKU. ale dopiero od dzisiaj. ;* Deszcz dzisiaj padał a ja bałam się, że Cię zmyje ze mnie, prawda rozpuszcza się w wodzie. Do czynszówki na dachu starej kamienicy przykleiłam kartkę wkrótce pod wpływem deszczu ta kartka rozmoknie i nikt nie dowie się co było prawdziwą przyczyną tego, /że się tak bałam / że się zmyje. Gdziekolwiek nie uciekniemy i tak okaże się że świat istnieje. Ale będziemy chodzić po dachach cegielni, karmić i łapać gołębie, włóczyć się przez nocne pasaże, patrzeć jak liście dostają anemii, potem jak śnieg pięknie pada i błyszczy a potem już tylko leży/ ładnie wychodzi na zdjęciach ale- wciąż wkurwia, a potem popatrzymy jak zieleń kurwi się w krzakach i wrócimy na wschód żeby zapaskudzić sobie skórę brązem. Będziemy się kłócić, godzić, i inne takie pasjonujące zajęcia będą nas uśmiercały i uszczęśliwiały na przemian, albo i nawet równocześnie. Boisz się?

piątek, 13 września 2013

sztuka składania znaków w ciagi piękne i sensowne dzisiaj nie ma racji bytu. jestem strasznie zmęczonym człowiekiem. a mamy połowę września wszystko jutro

wtorek, 10 września 2013

ten dzień jest wybity z tygodnia. czuje się... hm, pomyślmy. O. Jakbym dostała ostrzegawczy strzał ale solidnie pizdnął mnie w tył mojej głowy! dobrze, że wieczorem była deska i otworzył się w głowie lufcik, he-ehe nie ominełam dwóch dni. dzięki fotograficznej pamięci posłużę się retrospekcją.ale to jutro. jeżeli 5 noc z rzędu okaże się bezsenna następna notka będzie miała formę eseju na temat wizyty u psychiatry. pozdrawiam z doliny junkpaków

sobota, 7 września 2013

nie mam teraz czasu na obliczenia, ile nocy rzuci nam wiatr czy ile dni wspólnie przywitamy chlebem z masłem i herbatą. jest teraz dobrze i niech tak zostanie nie chce mieć takiej miny przez Ciebie nigdy więcej

piątek, 6 września 2013

Cały dzień malowania i znowu wszystko transparentnie równomiernie jednokolorowe. OD TYGODNIA gdy siadam przy sztaludze czuje się jak kot zaplątany w palstikowy worek i tamta dzika rzeka na końcu miasta wzywa mnie do skoku. Ale mam odwagę tylko na to żeby zejść i zaparzyć sobie herbatę. ale grunt, że jesteś. dwie herbaty, które stykają się krawędzią kubka. to takie proste.

czwartek, 5 września 2013

Wszystko dziś było pięknie dopóki nie stanęłam przy sztaludze. BIERNE MEDIUM ze mnie, nawet nie -czynne. porady dla tych co chcą i nie chcą jednocześnie *za przerwę w pracy której nie rozpocząłeś robi doskonale przestudiowanie składu ciastek maślanych, *za powód do odpoczynku - wilczy głód tuż po obiedzie. *spojrzenie w lustro i stwierdzenie że wyglądam jak człowiek o życiu sprawiającym bóle jako ostateczna rezygnacja z kontynuacji wykonywanego zajęcia. trzeba się wyszaleć, przywrócić pion, dopóki nie przyjdzie czas że będzie trzeba codziennie jeść makaron i chodzić powielać na ksero mądrości których nie ma.

środa, 4 września 2013

Trzeba wrócić do pisania, trzeba wypełnić tą pustkę po ściętych włosach pustkę po latach zakończonych na naście. Ponad to trzeba pisać bo nadal jest się trzeźwym i niechętnym. Niechęć i trzeźwość powinna być kreatywna. Poza tym dysponuję tycjanowskim odcieniem blondu i być może on ma coś wspólnego z tym pomysłem. W KAŻDYM RAZIE 3 PIĘTRO FASADY MOJEJ FIZJOGNOMI BĘDZIE CODZIENNIE UWIECZNIANE. MOŻE WYNAJDĄ SPIŻOWE FLAMASTRY I BĘDĘ NIEŚMIERTELNA. póki co, mam grypę osiemnasty raz w tym roku